Wigilia Teotwawki

W dniu jutrzejszym, piętnastego marca 2007, do stolicy Austrii przybędą na spotkanie ministrowie państw OPEC. Pomimo z trudem skrywanej nerwowości, większość ekspertów uważa, że poziom produkcji zostanie utrzymany, choć powodów do wątpliwości w ostatnim czasie nie brakowało. Najpierw ukazało się kilka analiz (1, 2) pokazujących 8%! spadek produkcji w Arabii Saudyjskiej, jak i niedobrowolny charakter tego zjawiska, potwierdzający to o czym Matt Simmons, ekspert inwestycyjny branży naftowej, ostrzegał od kilku lat. Później ten największy na świecie eksporter ropy, ogłosił redukcje dostaw do azjatyckich rafinerii o 10% poniżej ustalonego poziomu, redukcja o kolejne 3% w porównaniu z marcem. W dodatku popyt w roku bieżącym ma wzrosnąć o kolejne 1,4 mbp/d do około 86 milinów baryłek dziennie. Do tego Międzynarodowa Agencja Energii ostrzega przed implikacjami kurczących się rezerw ropy i paliw płynnych (oczywiście mowa o “stocks”, a nie “reserves”). Do tego dwa największe pola naftowe na świecie - Ghawar i Burgan, podobnie jak meksykański Cantarell i pola na Morzu Północnym zanotowały raptowny i nieodwracalny spadek produkcji.

 

Sytuacja jest mówiąc najdelikatniej niewesoła i logicznym wydawałoby się głębiej zastanowić nad przyczynami spadku produkcji i uświadomienie sobie, że nie istnieje coś takiego jak nieograniczone zasoby. Jak to elegancko ujął Einstein: Tylko dwie rzeczy są nieskończone - wszechświat i ludzka głupota. Chociaż co do tego pierwszego nie mam pewności. Obecna reakcja ekspertów (broń boże geologów - chodzi o ekonomistów) świetnie pokazuje, co miał na myśli twórca teorii względności. Jedyną logiczną dla nich przyczyną jest próba podbicia cen przez OPEC, pomimo przekroczenia już dawno granicy, przy której wprowadzenie wielu alternatyw dla ropy staje się opłacalne. Niestety próby nakłonienia ekonomistów do uwzględnienia drugiej zasady termodynamiki w swoich modelach nieskończonego wzrostu gospodarczego i prosperity, nie dają najmniejszego efektu. Często powtarzane “nie można zjeść ciastka i mieć ciastko” odnośnie chociażby nadmiernego zadłużania się państw, nagle traci na ważności w odniesieniu do podstaw wszelkiego wzrostu ekonomicznego – energii i zasobów naturalnych. Wzrost według neoklasycznego paradygmatu jedynie powoduje przepływ materialnych dóbr, a nie jest przez fizyczne realia kształtowany. Wszystkie teorie dotyczące wzrostu gospodarczego wychodzą od uproszczonego modelu z uwzględnieniem dwóch czynników - kapitału i pracy, przy cudownym współudziale wzrostu wydajności oraz innowacji technologicznych (R. Solow, Cobb-Douglas, etc). Cała gospodarka przy tym utrzymuje się w swoistym “ekwilibrium”, niczym statyczny wszechświat Einsteina, gdzie wzrost wydajności pełni funkcję ekonomicznej stałej kosmologicznej. Prace, które próbowały przeanalizować realną wydajność (definiując ją jako użyte zasoby w przeliczeniu na uzyskany PKB), wykazywały wręcz odwrotne zjawisko (Making Development Work, Gregoire Leclerc & Charles Hall) i spadek wydajności, co współgrałoby ze zjawiskami malejących zysków, czy też paradoksu Jevonsa.

I tak dochodzimy do Wigilii Teotwawki. Teotwawki, choć brzmi egzotycznie, nie jest tajemnym świętem peruwiańskich Indian, lecz skrótem terminu The End Of The World As We Know It, określeniem wyrażającym przekonanie o nieuniknionych zmianach w globalnej skali. Oczywiście nie chcę sugerować, że w dniu jutrzejszym nastąpi coś wyjątkowego, a tym bardziej koniec świata. Choć z pewnością podjęcie decyzji przez OPEC o dalszej redukcji eksportu mogłoby zachwiać nadwyrężoną ostatnio gospodarką (tzw. “korekty” na giełdzie, czy też pęknięcie bańki na rynku nieruchomośći w USA). Jeśli jednak spojrzymy na problematykę w szerszej skali czasowej, bardziej istotne staje się ignorowanie wszelkich symptomów zmian i na dzień przed kolejnym “czarnym czwartkiem”, większość energii i wysiłku intelektualnego jest marnowana na zaprzeczanie oczywistym faktom. Należy mieć nadzieje, że tak jak w Wigilie Bożego Narodzenia zwierzęta mówią ludzkim głosem, tak w Wigilię Teotwawki, ekonomiści i decydenci przemówią głosem rozsądku.


Szersza perspektywa produkcji ropy

 

Brak komentarzy

No comments yet

Leave a reply