Archiwum z luty, 2007|Strona archiwum miesięcznego
Bezpieczeństwo energetyczne Rosji.
Wiele uwagi, nie tylko w Polskich mediach, poświęca się tematyce bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju jak i Europy. Nie jest tajemnicą, że w znacznym stopniu państwa Środkowo-Wschodniej Europy są zależne od dostaw rosyjskiego gazu i ropy. Co interesujące, najwięcej uwagi poświęca się, ewentualnym naciskom politycznym, a pomija w dużym stopniu problemy infrastrukturalne, a przede wszystkim kwestie samych rezerw. Wiele mówi się o olbrzymim potencjale energetycznym Rosji, ale niewiele uwagi poświęca się rosnącemu popytowi wewnętrznemu i zapomina, że obecnie eksport gazu jest znacznie mniejszy niż zużycie w samej Federacji (w 2005 r. eksport wyniósł jedynie 216 mld m3 z wyprodukowanych 641 mld). Udział importu z Rosji, w zapotrzebowaniu Polski na surowce energetyczne wynosi 65% dla gazu i ponad 90% w przypadku ropy naftowej. W przypadku ropy, mamy możliwość importu drogą morską poprzez Gdański Naftoport (zdolność przeładunkowa 34 mln T rocznie), w przypadku gazu, jesteśmy skazani na dostawy z Rosji i własne złoża. Planowana budowa „gazoportu” może być dobrym sposobem na utopienie publicznych środków w mało perspektywicznym przedsięwzięciu. Problemem może okazać się zapewnienie ciągłości dostaw i zapewnienie kontraktów na dostawy z odpowiednim wyprzedzeniem. Obecnie Stany Zjednoczone, w coraz większym stopniu zależne od importu z Kanady, rozbudowują sieć terminali LNG z obecnie istniejących 5 do 23. W planach rozważa się kolejne pół setki inwestycji tego typu. Obecnie budowane „gazoporty” będą w przeciągu niespełna trzech tygodni przepompowywały ilość gazu równą rocznemu zapotrzebowaniu Polski. W równie trudnej sytuacji znajdują się, lub w niedługim czasie znajdą się inne bogate państwa – Wielka Brytania, Japonia, czy Chiny. Biorąc pod uwagę, że ilość chętnych na import LNG może znacznie przewyższyć możliwości eksportowe państw-producentów, wydaje się logicznym traktowanie Rosji jako głównego i praktycznie jedynego dostawcy gazu dla Polski.
Dla rosyjskiego gazu, stosunek rezerw do produkcji, na dzień dzisiejszy wynosi około 75 lat, w przypadku ropy 21 lat. Jak wiadomo eksploatacja złóż podlega ograniczeniom, a tempo wydobycia, dla każdego złoża, w pewnym momencie zaczyna spadać, jednak stosunek R/P daje nam pewne wyobrażenie o stanie eksploatacji omawianych złóż. Szczyt odkryć w Rosji miał miejsce na początku lat 60-tych. Należy nadmienić, że radzieccy geolodzy byli wyjątkowo skuteczni w poszukiwaniach i obecnie szanse na odkrycie większych, nieznanych dotąd złóż, są znikome. W przypadku Rosji mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem podwójnego szczytu produkcji ropy – pierwszy, poprzedzający zapaść gospodarczą w czasie upadku imperium sowieckiego, nastąpił w 1987 r. Drugi “peak” (przypuszczalnie na niższym poziomie niż pierwszy), będzie miał miejsce w najbliższych latach. Collin Campbell z ASPO International przewiduje szczyt produkcji ropy naftowej w Rosji na rok 2008; inne źródła podają lata 2009-2012 (np. 2009-2010 wg. M.Kołodziej, FSU Oil Production and GDP Decline, 2004)

Należy zauważyć jednocześnie, że do upadku Związku Radzieckiego w dużym stopniu przyczyniły się niskie ceny ropy narzucone przez OPEC w połowie lat 80-tych. Eksport ropy był podstawowym źródłem walut dla Sowietów, a drastyczny spadek cen z $26 do zaledwie $10, który nastąpił w przeciągu trzech miesięcy w czasie zimy 1985-86, spowodował całkowitą zapaść radzieckiej gospodarki.
Wszystkie największe złoża, takie jak Urungoj (swojego czasu drugie co do wielkości pole gazowe na świecie), przekroczyło swój szczyt wydobycia i ich udział w całkowitej produkcji systematycznie maleje. Poniższy wykres pochodzi z opracowania Międzynarodowej Agencji Energii dotyczącego zwiększenia wydajności rosyjskiego wydobycia i dystrybucji gazu. Jak łatwo zauważyć w celu utrzymania obecnego wydobycia Gazprom na przestrzeni najbliższych 15 lat będzie musiał uruchomić ogromną ilość nowych złóż. Łączna produkcja z tych “greenfields” (czyli całkiem dziewiczych przedsięwzięć) w 2020 r. będzie stanowić już blisko połowę produkcji i równać się dzisiejszemu całkowitemu eksportowi do krajów Europy Zachodniej. Niestety trudno szukać opracowania podobnego do Megaprojects Chris’a Skrebowskiego (analizującego planowane inwestycje z kilkuletnim wyprzedzeniem, do prognozowania przyszłego poziomu produkcji), dla rosyjskiego gazu, ale nie jest tajemnicą, że spora część ogromnych zysków spółek energetycznych w Federacji Rosyjskiej jest przeznaczana na inne niż inwestycyjne cele. Opracowania takie możliwe, że były wykonywane na potrzeby wewnętrzne, ale w Rosji informacje dotyczące rezerw są traktowane jako tajemnica państwowa, a za ich ujawnienie grozi kara do 7 lat więzienia. Gazprom będzie w stanie częściowo rekompensować spadki produkcji z obecnie eksploatowanych złóż importem gazu z byłych republik radzieckich w Azji Środkowej, jednak wątpliwe aby utrzymano planowane tempo wydobycia
Jean Laherrère przewiduje rosyjski szczyt produkcji gazu na rok 2020 na poziomie 980 mld m3/a, z czego eksport wynosić miałby 280 mld m3. Należy nadmienić, że szacunki te zakładają optymalne warunki finansowo-polityczne dla nowych inwestycji. Energy Charter Secretariat swego czasu podawał, że Unia Europejska w 2020 r będzie importować 250 mld m3 z Rosji (wymagałoby to znacznej redukcji konsumpcji), lecz z innych oficjalnych źródeł wynika, iż może to być nawet 75% unijnego zapotrzebowania na gaz ziemny, czyli 470 mld m3. Udział eksportu do państw Unii, w całkowitej rosyjskiej produkcji, mógłby jednak wzrosnąć, jeśli zostaną podjęte kroki w kierunku zwiększenia wydajności i ograniczenia popytu w samej Federacji.
Po stronie popytu mamy jednak do czynienia z kilkoma niekorzystnymi czynnikami. Aktualnie blisko połowa zużycia energii pierwotnej w Rosji, w tym produkcji energii elektrycznej, przypada na gaz. Ceny gazu na rynku wewnętrznym są subsydiowane a większość odbiorców indywidualnych nie posiada liczników. Wielkość produkcji przemysłowej w Rosji w ostatnich latach systematycznie rośnie, co w połączeniu z nikłymi inwestycjami w bardziej wydajne technologie, drastycznie zwiększa i tak ogromny popyt na rodzimy gaz. Popyt zewnętrzny także rośnie dynamicznie. Perspektywy malejącej produkcji z Morza Północnego, wraz z rosnącym popytem krajów Unii, zwiększają zainteresowanie rosyjskimi surowcami energetycznymi. W dokumencie unijnym Security of Energy Supply prognozuje się zwiększenie zależności energetycznej UE od Rosji z 59% w roku 2000 do 84% w 2030. Jasno wskazuje się na rosnące zapotrzebowanie, powołując się na prognozy Międzynarodowej Agencji Energii, zastrzegając jednak, że prognozy te nie uwzględniają ograniczeń podaży. W przypadku gazu ziemnego, dokument, powołując się na opracowania Laherrere’a, przewiduje, że w roku 2020 światowa produkcja nie będzie w stanie nadążyć za popytem, stopniowo przejdzie w plateau, aby w 2030 r. osiągnąć maksimum. Scenariusz ten jednak nie zakłada pokrycia zapotrzebowania na gaz wyłącznie importem z Rosji, ale także poprzez budowę gazociągów z Bliskiego Wschodu, oraz znaczne zwiększenie importu LNG drogą morską. Problem ze złożami w Afryce, Azji Środkowej, czy na Bliskim Wschodzie polega na bardzo silnej rywalizacji pomiędzy “wielkimi graczami” – USA, Chinami czy Indiami z Unią Europejską. Każde z tych państw ma wyjątkowo niekorzystną sytuację energetyczną i w ogromnym stopniu musi polegać na imporcie. Wątpliwym wydaje się uruchomienie gazociągu Nabucco z jego przedłużeniem do Iranu, podobnie jak wiele innych inwestycji w rejonach zagrożonych konfliktami zbrojnymi, stoi pod znakiem zapytania. Nawet rosyjskie surowce mogą popłynąć w kierunku przeciwnym, do Chin, Japonii czy Korei Południowej. Szczególnie, że dynamiczny wzrost zapotrzebowania na energię chińskiej gospodarki utrzymuje się niezmiennie od dwóch dekad i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić w nadchodzących latach.
Jak widać problemy Polski są w dużym stopniu odzwierciedleniem problemów całej Unii – niezbyt optymistyczne perspektywy dla importu z Rosji i jednoczesne gorączkowe poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw. Priorytetem w takiej sytuacji wydaje się zapewnienie możliwie dobrych stosunków z naszym wschodnim sąsiadem i wykorzystanie położenia Polski jako jednego z kluczowych państw tranzytowych na linii Rosja-EU. Dla zabezpieczenia własnych interesów powinniśmy obok naszego bezpieczeństwa energetycznego, zająć się także bezpieczeństwem energetycznym samej Rosji.
Człowiek – zwierze ropożerne
Człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym, jednak człowiek współczesny jest przede wszystkim stworzeniem ropożernym. W dużym uproszczeniu dzisiejsza produkcja żywności polega na zamianie paliw kopalnych w żywność. Oczywiście nie należy odczytywać tego dosłownie, ale bez energii i surowców uzyskiwanych z paliw kopalnych, współczesne rolnictwo nie jest w stanie funkcjonować. Szczyt produkcji ropy naftowej i późniejszy jej spadek, najdotkliwiej odbije się na rolnictwie. Wprawdzie udział ropy w całkowitym zużyciu energii w produkcji rolnej jest niższy niż w transporcie i wynosi średnio 70-80%, lecz dużo trudniej znaleźć rozsądne substytuty dla tego źródła energii, nawet w dłuższej perspektywie. Dodatkowo, o ile zmiany w transporcie dóbr i ludności mogą być bardzo dotkliwe, o tyle nawet znaczne ograniczenie mobilności nie będzie tak bolesne jak problemy z produkcją żywności. Mechanizacja i niemal nieograniczony, na przestrzeni dekad, dostęp do paliw kopalnych przyczyniły się w olbrzymim stopniu do wzrostu wydajności rolnictwa, co zaowocowało światową eksplozję demograficzną. Pod względem wagi wydarzenia jedynie odejście od łowiectwa i rewolucja agrarna mogą mierzyć się z mechanizacją (industrializacją) rolnictwa. Pod względem dynamiki jest to wydarzenie bez precedensu w historii ludzkości. W XX w. liczba ludności wzrosła trzykrotnie, w tym samym czasie zużycie paliw kopalnych wzrosło 150-krotnie. Początek drugiej połowy XX wieku przyniósł ludzkości tzw. zieloną rewolucję, która dzięki masowemu zastosowaniu maszyn rolniczych, sztucznych nawozów, intensywnej irygacji czy wreszcie licznych środków ochrony roślin pozwoliło wyśrubować wydajność upraw na niewyobrażalny dla poprzednich pokoleń poziom. Podobnie industrializacja hodowli zwierząt pozwoliła na zwiększenie produkcji mięsa, mleka i pozostałych produktów pochodzenia zwierzęcego, a dzisiejsze pogłowie zwierząt hodowlanych liczone jest w miliardach.
Zielona rewolucja – dynamiczny wzrost wydajności produkcji rolnej w drugiej połowie XX wieku:

Liczba ludzi nadal zwiększa się, a jedno z głównych źródeł energii potrzebnych do produkcji żywności, jakim jest ropa, w niedługim czasie osiągnie maksimum wydobycia. Naturalnym pytaniem w takim momencie jest czy możliwe będzie w przyszłości wyżywienie dziewięciu miliardów ludzi, którzy wg danych ONZ mają żyć na Ziemi w 2050 roku. Choć wydajność upraw nadal rośnie, jednak produkcja żywności w przeliczeniu na mieszkańca globu spada (np. szczyt produkcji zbóż per capita przypada na rok 1984). Europa, poniekąd samowystarczalna pod względem produkcji żwyności, importuje miliony ton paszy dla zwierząt. W Stanach Zjednoczonych produkcja rolna w przeliczeniu na areał wzrosła w latach 1910-1983 o 346%, jednak w tym samym okresie zużycie energii na areał wzrosło ponad ośmiokrotnie! Jak widać prawo malejących zysków można odnieść także do produkcji rolnej i dalsze zwiększanie produkcji rolnej będzie wymagało zwiększonych nakładów energetycznych. Dodatkowo sytuację pogarsza fakt, że udział białka zwierzęcego w diecie zwiększa się, a hodowla zwierząt jest o rząd wielkości mniej wydajna od produkcji zbóż (od 11 do 17 kalorii paszy potrzebne jest do wyprodukowania 1 kalorii mięsa). Prosta kalkulacja ilości energii jaką ludzie potrzebują spożyć w postaci jedzenia (przyjmując obecną średnią 2800 kcal dziennie) oznaczałaby, że dziewięć miliardów ludzi potrzebować będzie 38,5 EJ/a, co przy energochłonnej produkcji, na wzór amerykański (10 kalorii energii na każdą kalorię jedzenia), wymagałoby “zainwestowania” 385 EJ/a, co jest niemal równe całkowitej obecnie zużywanej energii pierwotnej. Oczywiście rzeczywistość jest daleka od takiej sytuacji z dwóch powodów – miliony ludzi będą mogły jedynie marzyć o tak kalorycznej diecie, a przede wszystkim spora część produkcji rolnej nie jest tak intensywna pod względem energetycznym jak rolnictwo w Stanach Zjednoczonych, czy Unii Europejskiej. Nawet bez zbliżających się maksimów produkcji dwóch, najważniejszych dla produkcji rolnej kopalnych, czyli peak oil i peak gas, oczywiste staje się, że stoimy przed olbrzymim wyzwaniem. Jednym z pierwszych, który problematykę limitu wzrostu demograficznego poruszał był XIX-wieczny badacz i duchowny anglikański Thomas Malthus. Wskazywał on na rozbieżność pomiędzy geometrycznym przyrostem ludności a ograniczonymi zasobami żywności, wskazując połowę XIXw. jako moment, w którym produkcja żywności per capita, zacznie spadać. Z oczywistych względów jego przewidywania okazały się chybione, jednak pytanie o fizyczne granice wzrostu pozostało aktualne. XX wiek pokazał, że znaczny wzrost wydajności rolnictwa jest możliwy, jednak XXI wiek, z dużym prawdopodobieństwem, unaoczni, na jakich fundamentach był ten wzrost budowany.
W najnowszej historii znane są przypadki dwóch państw, gdzie w warunkach niemal laboratoryjnych, mogliśmy zaobserwować wpływ ograniczenia podaży ropy, na produkcję rolną państw uprzemysłowionych. Mowa tu o Kubie i Korei Północnej, które to przez lata otrzymywały pomoc od ZSRR w postaci dostaw taniej ropy. Po upadku Związku Radzieckiego dostawy te zostały przerwane, a gospodarki tych państw nie były w stanie zakupić potrzebnego paliwa po cenach rynkowych (Kuba dodatkowo była obłożona dosyć restrykcyjnym embargo). Oba te przypadki pokazują jak władze próbowały sobie radzić z tak dotkliwym wydarzeniem. W obu przypadkach mieliśmy do czynienia z gwałtownym spadkiem plonów jak i drastycznym zmniejszeniem używanych środków chemicznych, przede wszystkim nawozów azotowych. Zarówno w przypadku Korei, jak i Kuby, nastąpiła migracja ludności z miast na tereny wiejskie w wyniku prób zastąpienia maszyn rolniczych pracą wykonywaną przez zwierzęta i ludzi. Przeciętny Kubańczyk stracił w tym czasie 10 kg masy ciała, a kaloryczność diety spadła o 30%. W KRLD liczba osób pracujących przy produkcji rolnej wzrosła w tym samym czasie o 50%.Poniżej kilka wykresów ukazujących dynamikę zmian w okresie upadku Związku Radzieckiego.
Produkcja zbóż – KRLD:

Produkcja rolna – Kuba:

zużycie nawozów na hektar – Kuba

Przypadek Kuby może jednak napawać optymizmem. Pomimo znacznego obniżenia zużycia nawozów jak i maszyn rolniczych, produkcja żywności powróciła do poziomu zbliżonego do tego sprzed lat 90-tych. Produkcja rolna została przestawiona na bardziej “organiczne” metody uprawy, a umiejętne wykorzystanie gruntów w miastach (np. poprzez zamianę parkingów na małe pola uprawne) pozwoliło uzupełnić z czasem niedobór dostaw. Wbrew powszechnej opinii reżim Castro był w stanie utrzymać powszechną opiekę zdrowotną i edukację na odpowiednim poziomie, co zważywszy na masowe niedożywienie i wynikające z tego napięcia społeczne, należy uznać za wyczyn godny podziwu. Korea niestety dużo gorzej radzi sobie z kryzysem i od kilkunastu lat nie jest w stanie poradzić sobie z problemem głodu. Utrzymanie aparatu władzy, dużo bardziej opresyjnego niż kubański, przyczynia się do marnotrawienia i tak skromnych środków, a także hamuje niezbędną transformację rolnictwa. Dotarcie do danych dotyczących rolnictwa w KRLD jest trudne , ciężko więc jednoznacznie ocenić przyczyny niepowodzenia.
Niska wydajność i marnotrawstwo surowców, z jakim mamy do czynienia w rolnictwie, jakkolwiek powoduje problemy z dalszym zwiększaniem produkcji, daje jednak pole manewru do zwiększenia wydajności. Do problemu można podejść od dwóch stron – albo zminimalizować zużycie surowców i nakłady energetyczne, maksymalnie wykorzystując warunki naturalne, albo dzięki wprowadzeniu innowacji technologicznych, zwiększyć wydajność upraw. Pierwszą “filozofię” najlepiej oddaje tzw. Permaculture (od permanent agriculture). Termin ten, do tej pory nie doczekał się oficjalnego tłumaczenia na język polski (choć w internecie spotkać można termin permakultura), więc pozwolę sobie zaproponować łacińsko-grecki zlepek – permaponika. Ten nurt myślowy, który po latach obrósł w liczne, nierolnicze aspekty życia, został wymyślony przez dwóch Australijczyków – Bill’a Mollison’a i David’a Holmgren’a. Jest to planowanie ekosystemów rolniczych, gwarantujących zrównoważony rozwój, w oparciu o naturalny potencjał roślin. Jednym z podstawowych założeń jest zróżnicowanie gatunków, przy maksymalnym ograniczeniu nakładów energetycznych i surowców. Olbrzymie plantacje monokulturowe, są bardziej narażone na atak szkodników czy choroby, dlatego zróżnicowanie biologiczne pozwala zminimalizować zużycie środków ochrony. Całkowite wykorzystanie do nawożenia odchodów zwierzęcych i odpadów produkcji rolnej pozwala obyć się bez sztucznych nawozów. Podobnie irygacja, opiera się wyłącznie na wykorzystaniu wody dostępnej w ekosystemie, pozwala dostarczyć niezbędną ilość wody nawet w wyjątkowo niesprzyjających warunkach. Problem polega jednak na przeniesieniu tych zasad na większą skalę masowej produkcji. Permaponika wymaga znacznych nakładów ludzkiej pracy a specyfika półnaturalnych ekosystemów rolniczych, wyklucza użycie maszyn rolniczych na większą skalę. Wielu zwolenników permaponiki optuje także za dietą wegetariańską. Jakkolwiek silne są nasze przyzwyczajenia dietetyczne, jedno spojrzenie na dane dotyczące wydajności upraw i produktów zwierzęcych nie pozostawia wiele wątpliwości.

Diametralnie inne podejście, pokładające wiarę w ludzki geniusz, dysponuje szerokim spektrum innowacji technicznych – od inżynierii genetycznej, poprzez intensywne metody upraw, takie jak hydroponikę, czy też aeroponikę, po nanotechnologię. Część tych pomysłów pozostaje na razie w sferze science-fiction, lecz część już dziś jest dostępna. Problem, podobnie jak w przypadku permaponiki, pojawia się, kiedy staramy się przenieść dane rozwiązanie na skalę globalną. Każda z tych metod, mająca niezaprzeczalnie wiele zalet, nie pozwala w najbliższym czasie, zaspokoić rosnących potrzeb miliardów ludzi. Hydro- i aeroponika jak do tej pory były rozwijane pod kątem wypraw kosmicznych, lub stacji badawczych na Antarktydzie. Są to technologie, zwiększające uzależnienie od surowców i energii, czyli trudno pokładać w nich większe nadzieje. Mogą jednak odegrać znaczącą rolę w skali lokalnej, np w dużych miastach, za sprawą uniezależnienia od żyznych gruntów, mogą być uzupełnieniem innych metod produkcji.
Jednak największym zagrożeniem dla utrzymania odpowiedniego poziomu produkcji żywności, jest nakładanie się wielu niesprzyjających czynników w jednym czasie. Rezerwy zbóż osiągnęły najniższy od ponad 30 lat poziom i obecnie, liczone w stosunku do konsumpcji, wynoszą 57 dni. Nawet wyjątkowo korzystny pod względem zbiorów rok 2004, nie pozwolił odbudować rezerw. Wzrost wydajności systematycznie wyhamowuje od początku lat 90-tych a liczne anomalie pogodowe w ostatnich latach (które wg większości specjalistów mają się nasilić), oraz nierozważna gospodarka zasobami wody odbijają się negatywnie na produkcji rolnej. W perspektywie kilku dekad, należy liczyć się z ograniczeniem produkcji nawozów azotowych (uzyskiwane obecnie z gazu ziemnego), fosforowych (stosunek rezerw do produkcji wynosi obecnie około 60 lat), a także siarkowych (95% światowej produkcji siarki to surowiec uzyskiwany przy przetwarzaniu ropy i gazu). Obecnie kwestie dostępności nawozów nie są rozważane, jeśli jednak nadal będziemy podążać ścieżką wzrostu produkcji, opartej na intensywnym zużyciu surowców pochodzących spoza ekosystemu, w połowie XXI wieku problemy te mogą stać się bardzo realne. Sytuację, przede wszystkim państw najbiedniejszych, pogarsza dynamiczny wzrost produkcji biopaliw. Rolniczo użyteczne grunty przeznaczane są na produkcję paliw płynnych, co w oczywisty sposób odbija się na cenach żywności. Obecnie, każdego roku, liczba mieszkańców Ziemi powiększa się o 80 mln ludzi. Grunty orne zmniejszają się na skutek erozji (w tempie 25 miliardów ton rocznie!) oraz postępującej urbanizacji. Wszystkie te czynniki dodane razem, w połączeniu z Peak Oil, dają dosyć ponury obraz nadchodzących dekad.
Położenie Polski, na tle globalnych trudności, czy sytuacji w innych państwach europejskich, jest stosunkowo korzystne. Mamy jeden z korzystniejszych w Europie współczynników ilości gruntów rolnych na głowę mieszkańca. Duża, jak na standardy europejskie, część społeczeństwa jest zatrudniona w rolnictwie i przede wszystkim nadal kultywowane są tradycyjne sposoby upraw. Rozdrobniona struktura gospodarstw, tak przeklinana przez wielu, jest korzystna z punktu widzenia potencjalnych upraw permaponicznych. Oczywiście Polski nie ominie problem Peak Oil, a pod względem dostaw ropy jesteśmy praktycznie w 100% zależni od Rosji. Szczęśliwie rosyjski system dystrybucji ropy, oparty na sieci rurociągów, nawet w przypadku osiągnięcia szczytu produkcji w Rosji (przewidywany na 2008 r., C.Campbell), gwarantuje łagodny spadek dostaw w porównaniu do możliwych perturbacji u innych dostawców. Jeśli gotowi jesteśmy zaakceptować stopniowo rosnące ceny żywności, mamy dużą szansę na relatywnie łagodną transformację i jedynie od nas zależy, czy odpowiednio wcześnie podejmiemy działania.
Komentarze (5)
Komentarze (2)