Zmowa milczenia, czy zbiorowa ignorancja?

Często słyszy się, że całe “zamieszanie” wokół peak oil nie może być prawdą, w przeciwnym wypadku “ktoś” podejmowałby w tym zakresie działania. Ten “ktoś” to oczywiście rządy, korporacje, ONZ czy Unia Europejska, a przede wszystkim media powinny być pełne informacji na ten temat. Prawda jest jednak taka, że w wielu państwach intensywnie się nad tym dyskutuje i media nie raz podnosiły tą tematykę. W dodatku jeśli wczytać się dokładnie w te bardziej optymistyczne dane ośrodków naukowych takich jak CERA (Cambridge Energy Research Associates) okaże się, że dane na których bazują nie do końca oddają rzeczywistość, a z pewnością nie napawają optymizmem. Pokrótce postaram się przedstawić jak wygląda w rzeczywistości podejście różnych państw i instytucji do, poniekąd nieistniejącego, tematu.

Naukowcy z CERA bardzo energicznie krytykują tzw. “peak oilers” za niemerytoryczną dyskusję i wprowadzanie niepotrzebnej paniki. Cała filozofia obalania bliskiej daty peak oil (nie samego faktu istnienia zjawiska; ich własne szacunki mówią o 2030 r.) polega na podawaniu dużo wyższych rezerw, dzięki czemu szczyt produkcji, który jak wiemy z teoretycznego modelu przypada na połowę całkowitego wydobycia, zostanie odsunięty o co najmniej 15-20 lat. Spójrzmy więc jak wyglądają ich szacunki, zaczerpnięte ze wspominanego już przeze mnie USGS World Petroleum Assessment 2000. Raport wydany, jak łatwo się domyślić w roku 2000, bazował na danych z 1996 r. i pod wieloma względami był przesadnie optymistyczny, co możemy z perspektywy 10 lat ocenić bez trudu. Jakie więc mają być “rzeczywiste” rezerwy? CERA podaje następujące liczby: dotychczasowa produkcja – 1078 Gb (miliardy baryłek), konwencjonalne rezerwy – OPEC 662 Gb, pozostałe państwa 404 Gb, czyli w sumie 1066 Gb. Jak widać do tej pory dane te zgadzają się z podanymi przeze mnie wcześniej “niemerytorycznymi” i “panikarskimi”. CERA podaje łączną ilość ropy, czyli URR dla całego świata na poziomie 4821 Gb (łącznie z już wydobytymi, nie pozostałe rezerwy jak się często błędnie podaje). Skąd w takim razie wydobędziemy brakujące 2677 Gb? CERA, bazując na danych USGS podaje następujące źródła: “ciężka” ropa i piaski roponośne 444 Gb, łupki bitumiczne 704 Gb, wydobycie z terenów arktycznych i odwiertów głębinowych odpowiednio 118 Gb i 61 Gb, dodatkowe wydobycie z istniejących złóż dzięki nowym technologiom 592 Gb, oraz nowe odkrycia, które mają nam przynieść dodatkowe 758 Gb. Pamiętajmy, że muszą to być rezerwy, które będziemy w stanie w przeciągu ćwierćwiecza (czyli do podanego przez CERA 2030 roku) uruchomić, aby miało to jakikolwiek wpływ na Peak Oil. Problem polega na tym, że część tych rezerw jest problematyczna w wydobyciu (złoża deep water i arktyczne), część wymaga dużych nakładów finansowych i przede wszystkim nie daje się w ich przypadku znacznie przyspieszyć produkcji (łupki i piaski), część znowu opiera się na czysto życzeniowym podejściu (zwiększenie rezerw i nowe odkrycia). Te dwa ostatnie źródła mają największe znaczenie i mają nam w sumie dać przeszło bilion baryłek. Problem polega na tym, że nowe odkrycia nie pojawiają się w takim tempie jak założyli sobie autorzy World Petroleum Assessment. Obecnie “wykonanie planu” w tym zakresie wynosi około 17,5%. Aby osiągnąć planowany poziom wzrostu rezerw na skutek zwiększenia wydajności wydobycia, do 592 miliardów baryłek potrzebowalibyśmy blisko 100 lat (obecnie wzrost wynosi około 0,5% rocznie). Pozostałe rezerwy, przypuszczalnie dadzą nam jedynie szanse na wydobycie ropy jeszcze przez dziesiątki lat, ale z pewnością nie oddalą wizji Peak Oil. Jak do tej pory łupki bitumiczne, czy złoża we Wschodniej Grenlandii (mające wynosić 47 miliardów baryłek) nastręczają ogromnych trudności technicznych, są nieopłacalne pod względem zarówno ekonomicznym jak i energetycznym i na razie nikt nie planuje ich komercyjnego wykorzystania. Jak widać bazując nawet na danych “optymistów” możemy mieć do czynienia ze szczytem produkcji w przeciągu 5-10 lat.

Skoro, bazując na powyższych danych widać, że problem jest realny i mówiąc najdelikatniej dosyć pilnie należy przedsięwziąć odpowiednie kroki zaradcze, jak to się dzieje, że “nikt nic nie robi”? Pomijając, że tematyka przewija się przez najbardziej prestiżowe media, począwszy od Financial Times, poprzez BBC, a kończąc chociażby na The Independent, musielibyśmy zignorować setki stron internetowych, które temat poruszają od dosyć dawna. Jeśli nigdy wcześniej o Peak Oil i kryzysie energetycznym nie słyszeliśmy to ciężko całą winą obarczać media. Widocznie inne informacje bardziej nas interesują, a brak “front page” dla tej tematyki nie zwalnia nas z krytycznego myślenia i dociekliwości. Media z pewnością mogłyby lepiej naświetlić sprawę, jednak jako podmioty działające na wolnym rynku, sprzedają to, co ludzie chcą kupić.

Podobnie sprawa wygląda, jeśli spojrzymy na działania rządów i instytucji publicznych. Dwa państwa znacząco się wybijają na tle reszty – Szwecja, która przyjęła program m.in. ograniczenia blisko o połowę zużycia ropy w transporcie do roku 2020 (dokument rządowy trochę na wyrost nazwany Making Sweden an OIL-FREE Society) oraz Australia, która powołała komisję senacką do spraw “peak oil” Australia’s future oil supply and alternative transport fuels, gdzie dużą rolę odgrywają doradcy z ASPO (The Association for the Study of Peak Oil and Gas). Nie tylko jednak te dwa państwa “coś robią”. Niewiele realnych działań podjęto w Stanach Zjednoczonych, jednak problem ten jest tam z pewnością rozpoznany na najwyższych szczeblach władzy. Wypada tutaj wspomnieć o Raporcie Hirscha, czy o wystąpieniu w Izbie Reprezentantów dotyczącego peak oil, które wygłosił w 2005 r. Roscoe Bartlett (chętni mogą je przeczytać lub obejrzeć). Także Unia Europejska zauważyła problem, choć nie został on wprost nazwany po imieniu. Dokument zatytułowany “Security of energy supply”, jest dosyć zachowawczy w proponowanych zmianach polityki energetycznej, ale padają w nim takie sentencje: “Era tanich i niewyczerpywalnych konwencjonalnych źródeł energii wydaje się dobiegać końca”, gdzie indziej pada takie zdanie “geopolityczna koncentracja potencjału produkcji ropy i gazu (…) wpłynie na wzmożoną międzynarodową rywalizację o kurczące się zasoby a w efekcie może doprowadzić do międzynarodowych konfliktów”. Nie można więc powiedzieć, że władze nie zauważają problemu. Raczej podobnie jak w przypadku mediów, dają wyborcom to, czego od nich oczekują – fałszywy komfort psychiczny.

Na koniec pozostaje zadać sobie pytanie jak, w obliczu potencjalnego kryzysu, zachowują się duże korporacje, a przede wszystkim najbardziej zainteresowane podażą ropy, spółki naftowe. Często można spotkać opinię, że obecne wysokie ceny tego surowca, wynikają z bliżej nieokreślonych machinacji tychże spółek. Fakt, że na wyższych cenach ropy, zarobiły krocie, ale pamiętajmy, że wysokie ceny są niezbędnym bodźcem do rozwoju alternatywnych technologii. Jak widać, pomimo sporego zainteresowania tematyką odnawialnych źródeł energii , cena w przypadku najbogatszych państw jest ciągle zbyt niska, aby problem potraktowano z całą powagą. Reakcje korporacji są bardzo różne. Od całkowitego zaprzeczenia istnienia zjawiska peak oil, po propagowanie wydajności energetycznej i takich akcji jak Will you join us. Na stronie tej, uruchomionej przez Chevron Corporation, możemy znaleźć takie wypowiedzi jak “one thing is clear: the era of easy oil is over”, albo “we can’t wait until a crisis forces us to do something”. Wypowiedzi wprost zachęcające do poszukiwania alternatyw dla ropy, oraz oszczędzania energii mogą dziwić, biorąc pod uwage, że Chevron czerpie zyski ze sprzedaży ropy.

Czy możemy więc mówić, że peak oil i problematyka kryzysu energetycznego, jest całkowicie pomijana w mediach? Czy możemy mówić, że międzynarodowe agencje, instytuty badawcze, ośrodki akademickie uważają ten problem, za nieistniejący? Czy możemy wreszcie powiedzieć, że rządy poszczególnych państw nic w tej sprawie nie robią? Odpowiedź w świetle powyższych informacji jest dosyć prosta. Pytanie, na które odpowiedź jest dużo trudniejsza brzmi, czemu temat ten nie funkcjonuje w debacie publicznej. Czemu jakiekolwiek działania są podejmowane dopiero teraz, a nie w latach 70-tych kiedy USA osiągnęły szczyty produkcji, a kryzysy naftowe były wystarczającym bodźcem do głębszych zmian? Tego przypuszczalnie nie dowiemy się nigdy.

Żadnych komentarzy.

Zostaw odpowiedź