Świat na ropie się nie kończy ….
Spadek produkcji ropy naftowej największy wpływ będzie miał na transport i rolnictwo. Dwie kluczowe gałęzie gospodarki, już teraz bardzo podatne na ceny paliw. Obecnie nie ma poważnej alternatywy dla paliw płynnych produkowanych z ropy. Takie branże jak lotnictwo są skazane na obumieranie, pomimo starań wprowadzenia innych paliw takich jak syntetyczne paliwo lotnicze otrzymywane np z węgla. Tzw. tanie linie lotnicze to łabędzi śpiew lotnictwa i w momencie, w którym ceny paliw osiągną tak wysoki poziom, że dalsze obniżanie standardów i przenoszenie części kosztów na pasażerów straci sens ekonomiczny. Nawet tanie linie lotnicze przestaną być tanie, a w przypadku tych firm niska cena to jedyny atut.
Jednak nie niskie koszty lotniczych podróży pasażerskich, a codzienny transport jest najważniejszy dla większości ludzi. Pomimo systematycznego zwiększania się wydajności silników spalinowych, co raz więcej podróżujemy. Przeciętna długość podróży (tzw VMT – vehicle miles of travel) w Europie w przeciągu 20 lat wzrosła o 40%. To właśnie dlatego pomimo większej wydajności pojazdów zużywamy coraz więcej paliw. Dystans podróży w przypadku przewozów pasażerskich (głównie indywidualnych) zwiększa się na skutek rozwoju przestrzennego miast, czyli tzw. sprawl. Puchnące niczym nowotwór przedmieścia, oprócz wielu problemów natury ekologicznej, społecznej czy też zdrowotnej, powodują wydłużanie się codziennych podróży do pracy, szkoły czy też sklepu. Po części jest to samonapędzający się mechanizm, w olbrzymim stopniu subsydiowany z publicznych pieniędzy, coś co James Howard Kunstler nazwał “the greatest misallocation of resources in the history of the world”. Ludzie chętniej budują domy z daleka od miast (rzekoma bliskość natury), dojazd jest łatwy i tani dzięki oszczędnym samochodom i drogom budowanym za publiczne pieniądze. Za migracją mieszczuchów podążają usługi, z przyczyn dosyć oczywistych muszą służyć klientom zamieszkującym duże tereny w porównaniu z miastem, co w jeszcze większym stopniu wymusza indywidualny sposób przemieszczania się. Zwiększone natężenie ruchu na, do niedawna wiejskich drogach, wymusza ich rozbudowę i modernizację. To z kolei powoduje, że ludzie chętniej się przeprowadzają za miasto, skoro dojazd staje się łatwiejszy. W ten sposób koło się zamyka, a pomimo praktycznie zerowego przyrostu naturalnego, nasze miasta zajmują coraz większe powierzchnie. Jak zwykle wyjątkowym przypadkiem są Stany Zjednoczone, gdzie rozprzestrzenianie się tkanki miejskiej ma wręcz monstrualny charakter a częścią american life style, jest podróżowanie własnym samochodem. Wiele jest powodów, dla których właśnie w USA sprawl tak bardzo się rozwinął, ale warto zauważyć, że silny przemysł naftowy i motoryzacyjny to najsilniejsze branże w tym kraju od wielu dekad. Niska gęstość ludności w porównaniu z Japonią czy Europą, niewielkie obciążenia podatkowe nakładane na paliwo jak i bardzo słabo rozwinięty system komunikacji miejskiej jak i kolei. O kompletny brak alternatyw w postaci transportu publicznego postarały się wyżej wymienione branże wykupując a później zamykając większość linii tramwajowych w USA.
Tak jak już wcześniej wspomniałem kilka przypadków z najnowszej historii pozwala nam lepiej zrozumieć mechanizmy jakie mogą zajść w przypadku bardziej gwałtownych zaburzeń podaży na rynku ropy naftowej. Dobrym przykładem jest rok 2000 w Wielkiej Brytanii i mini kryzys paliwowy wywołany przez strajkujących przewoźników. Znaczny spadek ilości samochodów na drogach, a przede wszystkim tankowanie “na zapas” jak i kupowanie żywności z obawy o możliwość przerwania dostaw. Tutaj ludzie wykazali się dosyć trzeźwą oceną sytuacji i nie należy posądzać ich o wpadanie w panikę. Zdali sobie sprawę z tego jak zależne są dostawy podstawowych produktów, przede wszystkim żywności, od podaży paliwa.
Transport samochodowy pod względem wydajności energetycznej jest jednym z najmniej wydajnych sposobów przemieszczania się. Jeśli uwzględnimy sprawność silników spalinowych stosunek masy pojazdu do masy kierowcy, oraz wszystkie opory występujące podczas jazdy jak i pracy silnika, okaże się że niespełna 1% energii zawartej w paliwie jest rzeczywiście wykorzystywany do przemieszczania pasażerów. Poniższe zestawieni pokazuje ile energii potrzeba do przemieszczenia jednej osoby na odległość jednego kilometra.

Oczywistym jest, że obecny model indywidualnego transportu oparty na samochodach osobowych jest najgorszym z możliwych w obliczu kurczących się zasobów paliw kopalnych. Niestety ze względu na swoją elastyczność jest również najwygodniejszym środkiem transportu. Dodatkowo transport publiczny także może być niewydajny, jeśli nie zapewnimy odpowiedniej liczby pasażerów. Prawie pusty pociąg, który napędzany jest prądem pozyskanym z paliw kopalnych (w przypadku Polski będzie to węgiel), będzie nawet mniej wydajny niż oszczędny samochód osobowy, o większej emisji CO2 nie wspominając. Najprostszym więc sposobem ograniczenia zużywanej energii w transporcie jest ograniczenie podróży. Mądre planowanie przestrzenne i rozwój miast są tutaj kluczowe, ale z pomocą przyjść mogą również mechanizmy podatkowe (wysokie opłaty rejestracyjne i akcyza), subsydiowanie transportu publicznego, a nawet sektor IT. Wyeliminowanie znacznej części zbędnych podróży do urzędów, banków, szkół czy pracy pozwoliłaby ograniczyć w dużym stopniu zużycie paliw płynnych. Najsmutniejsze jest, że obecna polityka zmierza w dokładnie przeciwnym kierunku, a decyzje odnośnie inwestycji w infrastrukturę, czy budownictwo, powinny być podejmowane w perspektywie wielu dekad.
3 komentarzy do tej pory
Zostaw odpowiedź
rosnaca wydajnosc silnikow samochodowych jest dodatkowo ‘przejadana’ przez zwiekszenie gabarytow i mocy nowych samochodow. Najbardziej typowym przykladem sa znane ze stanow gigantyczne SUV, niestety coraz bardziej popularne i u nas. Typowym uzytkownikiem takiego samochodu nie jest jednak zasypany na koncu swiata farmer, lecz mieszkajace w miastach kobiety z klasy sredniej (wyzszej), odwozace swoje dzieci do szkoly. W UK charakter tego fenomenu w pelni oddaje nazwa 4×4 – Chelsea tractor.
Niedorzeczna popularnosc tych pojazdow nie podoba sie jednak niektorym politykom. W tym roku w Londynie, po raz pierwszy oplata za wjazd do centrum bedzie zalezna od stopnia ‘ekologicznosci’ pojazdu. Posiadacz ‘chelsea tractor’ nie tylko zamiast 10 funtow zaplaci 25, ale tez i straci przywilej 90% ulgi jesli mieszka w strefie centrum.
W pewnym sensie, jezdzenie 4×4 po centrum stanie sie jeszcze bardziej ‘posh’
To nie jest tylko kwestia mody i dotyczy to nietylko ropy, ale innych surowcow takze. To zjawisko ma nawet swoja nazwe – Paradoks Jevons’a. William Jevons zyl w XIX w., zauwazyl, ze wraz ze wzrostem wydajnosci wykorzystania wegla, zwieksza sie jego zuzycie. Pokrotce bierze sie to ze zwiekszonego popytu na dane “dobro” (np. prace, transport itp) wywolanego mniejsza jednostkowa cena tego dobra. Jesli koszt przejechania jednego kilometra spada, to chetniej i czesciej bedziemy podrozowac, czesto zuzywajac wiecej paliwa niz przed zwiekszeniem sie wydajnosci.
Drugi czynnik, to zwiekszone gabaryty pojazdow ze wzgledu na bezpieczenstwo. Cala filozofia bezpieczenstwa w samochodach jest zreszta, pod wzgledem marnotrastwa dosyc ciekawa. Dzisiejsze samochody sa znacznie wieksze i nawet przy niegroznych kolizjach mocno sie odksztalcaja. Poprawia to nietylko bezpieczenstwo (odksztalcajace sie blachy pochlaniaja sporo energii), ale poprawia rowniez wyniki finansowe producentow samochodow. Przy tanich surowcach i zrodlach energii jest to sytuacja Win-Win (przynajmniej jesli chodzi o bezpieczenstwo pasazerow, niekoniecznie zawartosc ich portfeli). Najlepiej porownac serie samochodow, ktore sa produkowane od dluzszego czasu, np VW Golf wersji I wazyl okolo 920kg, ostatni mdoel – “piatka” – wazy juz 1150kg, czyli 25% wiecej.
Moda na duze samochody jedynie pogarsza sytuacje. Do transportu jeszcze nie raz wroce piszac chociazby o hybrydach czy samochodach napedzanych wodorem.
Ciekawy artykuł. Sporo użytecznych informacji.